
Niedzielny poranek uplynal na oczekiwaniu na sygnal od wracającego z Nairobi ks. Francisa, kiedy mamy wsiąść do matatu i uderzac do Nkobu (czyli do asfaltu:), a stamtąd już razem. Jednak nie nudziliśmy się: o 7.15 msza a po sniadaniu przyszly dzieciaki i Marysia uczyla ich grac na gitarze, a oni uczyli nas piosenek w Suahili, co okazalo się strzalem w dziesiątkę, bo na poniedziałkowej mszy wszyscy az odwracali się ze zdziwienia, gdy usłyszeli, ze na uwielbienie spiewamy ich piosenke.
Wracajac do niedzieli, to z Francisem i odebrana z lotniska Australijka udaliśmy się do siostr, u których będzie wolontariuszka przez najbliższy miesiąc. A tam czekal na nas smaczny obiad i spotkania z proboszczem, nastepnymi siostrami, a potem w drodze powrotnej kolejna parafia i zabawy z dziecmi, sa tak chetne do wszystkiego. Tak minela niedziela.
Poniedziałek bardzo intensywny. Przedpoludnie spędziliśmy w szkole sw. Franciszka czyli za plotem, mogliśmy posłuchać jak wyglada u nich nauka, jakie maja problemy itp. Oczywiście przeszliśmy się po wszystkich klasach: najmłodsze nie mogly przestac śpiewać, a najstarsze pytac o wszystko. Pewnie jeszcze dzisiaj pojdziemy tam w przerwie obiadowej pośpiewać i pobawic się z nimi, a ze starszymi przeprowadzimy lekcje o Polsce itp.