środa, 4 marca 2020

Działamy z nową mocą!

Projekt "Adopcja na odległość" tak mocno leżał na sercu wielu osobom, ze Ruch Światło-Życie zdecydował się na nowo obejmować pomocą konkretne dzieci z Kenii.

– Kontynuacja adopcji wynika z potrzeby serca – mówi Agata, animator odpowiedzialny Centralnej Diakonii Misyjnej –  Nasi animatorzy będąc w Afryce i widząc potrzeby dzieci nie są w stanie przejść obok tego obojętnie – podkreśla. Rekolekcje oazowe w Kenii odbywają się już od kilku lat. Przy okazji oazowicze z Polski poznają różne miejsca i osoby, które niosą pomoc najbardziej potrzebującym. – Nasze wyjazdy z założenia są wyjazdami ewangelizacyjnym i skierowane są na prowadzenie rekolekcji i budowanie wspólnot, ale nie można mówienia o Jezusie oderwać od życia Ewangelią. A ten projekt zdecydowanie jest potwierdzeniem tego, że żyjemy tym, o czym głosimy – zauważa Agata.

Do ekipy projektu dołączyła Weronika z diakonii misyjnej z Białegostoku oraz z krakowskiej diakoni Ewa, która aktualnie przebywa w Kenii. Dzięki temu, będzie możliwy jeszcze lepszy kontakt ze szkołami objętymi programem oraz kontakt konkretnych sponsorów z dziećmi.

Ewa i Jarek w Kenii


Aktualności z życia "Adopcji na odległość" możecie znaleźć na stronie
www.misje.oaza.pl
oraz FB Centralnej Diakonii Misyjnej.

Chcesz się włączyć? Masz pytania?
Skontaktuj się z nami pod adres adopcja@oaza.pl
 


poniedziałek, 6 listopada 2017

Pozdrowienia z Tiganii

Zarówno w Polsce jak i w Kenii od września dzieci wróciły do szkoły, z tą różnicą,
 że w Polsce rok szkolny dopiero się zaczyna, a w Kenii zaczął się ostatni trymestr.
W Act of Mercy szkoła jest niewielka, ale jest i ciągle się rozwija. Nasze dzieci wraz z rodzicami
serdecznie nas pozdrawiają i są wdzięczni za nasze wsparcie.

W czerwcu nauczyciele zorganizowali wycieczkę do Meru, na coroczne wydarzenie jakim jest Agricultural Show.
Nie do końca wiem jak to właściwie przetłumaczyć, może Dzień Rolnika? :)
Takie targi rolnicze, na których spotykają się rolnicy, hodowcy itd. by wymienić się 
doświadczeniem,
coś sprzedać, albo kupić, zapoznać się z nowymi rozwiązaniami, maszynami i narzędziami rolniczymi.



Dzieci były zachwycone wycieczką, zwłaszcza, że oprócz przeróżnych kur, krów i innych zwierzaków (podobno były nawet dzikie zwierzęta)
mogły pobawić się w wesołym miasteczku. Na zdjęciu, które otrzymaliśmy widać wielką karuzelę,
więc na pewno nie jednemu kręciło się w głowie od tych atrakcji ;)

niedziela, 6 listopada 2016

Shalom

Tydzień już za nami, dzieci zakończyły szkołę i przygotowują się do wakacji.
Odwiedzamy popołudniami dzieci w Shalom, które niedługo pojadą do swoich rodzinnych wiosek,
żeby spędzić ten czas z rodzicami i rodzeństwem.
Ks. Francisowi zależy na tym, żeby dzieci utrzymywały kontakt ze swoją rodziną, dlatego wakacje spędzają w swoim domu.

 
W Shalom obecnie jest ok 200 podopiecznych i składa się z podstawówki, liceum i college'u, czyli szkoły zawodowej. Uczy się tam młodzież, która uzyskała mniej punktów z egzaminów i nie dostała się do liceum.
Księdzu zależy, żeby każde dziecko skończyło szkołę ponadpodstawową i mogło znaleźć pracę.
Obecnie buduje się piętrowy budynek liceum oraz dormitoria, gdzie młodzież będzie mieszkać.
Jeszcze dużo pracy przed nimi, ale budynki mają być gotowe przed końcem stycznia, gdyż w lutym licealiści rozpoczynają naukę. Młodzież już nie może się doczekać, kiedy będzie mogła się wprowadzić :)





 Ks. Francis podzielił się z nami swoim marzeniem, żeby w Shalom mogło mieszkać i uczyć się
1.000 chłopców i 1.000 dziewczynek. To naprawdę wielkie marzenie, ale jak widzę ile serca i czasu ksiądz wkłada w to dzieło, to jestem pewna, że uda się je zrealizować.


środa, 2 listopada 2016

Wieści z Kenii

Mugeni !

Od 28.10 jesteśmy w Mitunguu w Kenii u ks. Francisa Gaciaty, którego część z Was miała przyjemność poznać na spotkaniu we wrześniu 2 lata temu. Dotarliśmy na miejsce z lekkim opóźnieniem, gdyż w Paryżu przywitała nas mgła.
Razem z nami przyleciał do Kenii deszcz, z czego mieszkańcy bardzo się ucieszyli.
Okazało się, że piątek był ostatnim dniem szkoły przed egzaminami 8 klas i mieliśmy możliwość uczestniczyć we Mszy Świętej w pobliskiej szkole w ich intencji. Wczoraj uczniowie rozpoczęli swoje egzaminy. Jest to w Kenii bardzo ważny egzamin, od którego wyników zależy czy dostaną się do liceum.

W Shalom dzieci od razu poznały Jarka, choć był tu ostatnio trzy lata temu i radości nie było końca.
Shalom jest to sierociniec i szkoła dla porzuconych dzieci, które trafiają tu głównie z ulicy.

W niedzielę byliśmy z Ks. Francisem na dwóch Mszach w tzw. Misjach na terenie parafii.
Są to kaplice, do których ksiądz dojeżdża, żeby pomodlić się z tamtejszą wspólnotą.
Niedzielny wieczór spędziliśmy na wycieczce z ósmoklasistami w przyhotelowej restauracji na herbacie i każde z nich podzieliło się swoją historią i tym jak trafiło do Shalom.
Było to bardzo poruszające spotkanie.

W poniedziałek udało się zorganizować internet, więc mamy nareszcie łączność z resztą świata :)


Święto Wszystkich Świętych rozpoczęło się Eucharystią, po której mieliśmy jechać do Shalom, żeby odwiedzić pierwszą część dzieci adopcyjnych.

Jednak wyjazd trzeba było przełożyć, gdyż do parafii przyszła 17-letnia dziewczyna, która potrzebowała pomocy.
Ks.Francis postanowił zabrać ją do Shalom, żeby mogła wznowić swoją edukację. Pojechałam z ks. Francisem do jej domu, żeby mogła się spakować i po południu była już z nami w Shalom.

Pisanie listów poszło bardzo sprawnie, a potem rozpoczęła się sesja zdjęciowa :)
Jarek był fotografem, a ja zapisywałam imiona dzieci pod uważnym nadzorem moich pomocników.

sobota, 27 grudnia 2014

Świąteczne i Noworoczne życzenia

Drodzy Rodzice Adopcyjni, Darczyńcy i Przyjaciele!

W czasie zadumy nad tajemnicą Boga, który stał się człowiekiem, najmniejszym, słabym i bezbronnym, podziękować Wam za wszelką pomoc i serce okazane podopiecznym s. Alicji i x. Francisa z Kenii. Niech Bóg wynagrodzi każdy, nawet najmniejszy bezinteresowny dar, który ofiarowaliście jednemu z tych najmniejszych. Życzymy obfitego Bożego błogosławieństwa dla Was i bliskich Wam osób w nadchodzącym Nowym Roku.

Zespół Adopcyjny,
Ania Traczykiewicz
Sylwia Lisiecka
Ewelina Napora
Kasia Januszewska
Jarek Deska

Jesienna wizyta x. Francisa w Polsce - spotkanie ze Sponsorami w Warszawie

X. Francis modli się w intencji Darczyńców

środa, 1 stycznia 2014

Święta w Laare



Do Laare dotarliśmy około godziny 18 w wigilię. Siostra już była w trakcie przygotowywania kolacji, a reszta załogi, czyli Klaudia, siostry Makena i Kasia, nowicjuszki prowadziły akcję mierzenia i rozdawania butów na nowy rok szkolny dla dzieciaków z programu adopcyjnego. Jak to się u nas mawia, wszystkie ręce na pokład, więc i my dołączyliśmy się do tego zamieszania. Kiedy kończyliśmy było już ciemno.
 To najwyższa pora by zasiąść do wieczerzy wigilijnej. W Kenii jednak ten dzień nie jest szczególnie celebrowany, a i kolacji z 12 potrawami nikt nie organizuje. Nie czyta się ewangelii, nie dzieli opłatkiem, jest to zwyczajny dzień, choć już wszyscy pozdrawiają się „Merry Christmas”. Była to więc trochę bardziej uroczysta kolacja niż zwykle, z pierogami i kapustą z grzybami. Były również prezenty, każdy dostał chociaż mały drobiazg.

niedziela, 22 grudnia 2013

Świat się zmienia, Kenia też



Wreszcie jest chwila, żeby coś napisać, bo wiem, że wszyscy czekają na jakieś wieści, ale szczerze mówiąc, nie wiem co mam napisać. Czas biegnie, dużo się dzieje, ale nie jest to dla mnie nic nowego. Póki co, te same miejsca, spotkania z dziećmi, dorosłymi, wszystko tak jak dwa lata temu, choć w trochę innej już rzeczywistości.
No i chyba właśnie o tej nowej rzeczywistości tym razem napiszę, bo nie mogę wyjść z podziwu, jak ten kraj się zmienia. Mam przecież porównanie do Kenii z 2009 i 2011 roku i muszę przyznać, że jest to gigantyczny skok cywilizacyjny.

Już samo lotnisko mnie zszokowało, gdyż dwa lata temu żegnał mnie stary „kartonowy” terminal i te same korytarze dla odlatujących i przylatujących. Kiedy w sierpniu tego roku dotarła do mnie informacja, że spłonął terminal na lotnisku w Nairobi, stwierdziłem że to już całkowicie sparaliżuje ten port, który jest przecież największym i najbardziej znaczącym portem w środkowo-wschodniej Afryce. Okazało się jednak, że terminal jest zupełnie nowy, jeszcze może nie skończony, ale wszystko jest na dobrej drodze.

Prosto z szopki


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Oczekiwanie



W końcowej fazie to moje oczekiwanie na wyjazd do Afryki zbiegło się z oczekiwaniem na przyjście Jezusa. Przypadek? Może i tak, ale przypadki są przecież tylko w gramatyce…
No ale od początku, a w zasadzie, to od końca ostatniego pożegnania z Afryką, czyli sierpnia 2011, myślałem jak do niej znowu wrócić. Oczywiście nie jest to takie łatwe spakować się i wyjechać, bo jednak z Polską wiąże mnie dużo, a wręcz powiedziałbym, że coraz więcej. 

Plany były już od dawna, ale w październiku urealniły się, kiedy w pracy ustaliłem urlop i kupiłem bilety. Odliczanie trwało długo. Ci którzy śledzili je na fb, pewnie myśleli sobie, że nie mam nic innego, lepszego do roboty, ale to nie prawda, bo na brak zajęć nie mogę narzekać. Tak się objawiała tęsknota za tym miejscem, za tymi ludźmi.
Zamykanie spraw, zakupy, pakowanie, tylko potęgowały moje podniecenie, aż wreszcie 11-12-13 z godzinnym opóźnieniem wsiedliśmy do samolotu  – no właśnie my, bo zgłosiła się jeszcze nieświadoma tego co ją czeka, niewiasta rodem z Mielca, która chce tu spędzić dziewięć miesięcy. Na imię jej Iza.

piątek, 5 kwietnia 2013

Podsumowanie "Wielkopostnej Jałmużny dla Pakistanu 2013"

Drodzy Darczyńcy i Przyjaciele!

Z radością informujemy, że podczas "Wielkopostnej Jałmużny dla Pakistanu" na nasze konto wpłynęło 9498 zł! Naszym założeniem było uzbieranie 90 euro na zakup 30 kur, ale wyszło "troszkę" więcej :) Yaqoob już się cieszy na myśl o nowych zwierzętach, które będzie można kupić, i które posłużą najuboższym chrześcijanom. Przekazujemy od niego serdeczne podziękowania i zapewnienia o modlitwie za darczyńców. Obiecał przesłać zdjęcia zakupionych zwierząt.

Wszystkim Darczyńcom składamy serdeczne życzenia, żeby Zmartwychwstały Wam błogosławił i dawał radość serca z dzielenia się :)

P.S. A na razie możemy zobaczyć Yaqooba i dwie małe kózki, które urodziły się kozom zakupionym po poprzednich zbiórkach.





niedziela, 3 marca 2013

Studnia dla Laare



Woda to życie a studnia to nasze marzenie. Ja osobiście bardzo nieśmiało marzyłam o studni, bo zdawałam sobie sprawę jak kosztowne jest to przedsięwzięcie. Jednak codzienne spotkania z ludźmi cierpiącymi z powodu braku wody pozwoliłyby te moje marzenia dojrzały i nabrały realnych kształtów. Z pomocą przyszła Opatrzność Boża, która nigdy jeszcze nie zostawiła nas w potrzebie.
Pierwsza nieśmiała myśl o studni pojawiła się w 2011 roku podczas wizyty włoskich wolontariuszy, którzy po dwóch godzinach dowożenia wody do misji w 20 litrowych kanistrach postanowili coś z tym zrobić.
 Udało im się nawiązać kontakt z włoską organizacja Need You Onlus, która wspiera niejeden orioński projekt w wielu krajach. Okazało się, że podejmą się oni zadania zebrania części środków na wiercenia i na dobry początek pomogli nam opłacić fachowców, którzy poprzez specjalne pomiary oznajmili nam, ze owszem mamy wodę, ale dosyć głęboko 280 metrów pod ziemia, no i ze ta ziemia to ziemia wulkaniczna, która w zasadzie jest ogromnie trudna przy budowie studni i nawiertach. 
Później mieliśmy trochę bałaganu z dokumentami własności pozwoleniami na studnie, ale na wszystko udało się znaleźć rozwiązanie. Wydawało nam się, ze teraz to już będzie z górki, niestety to był dopiero początek schodów.
Ogromną opatrznościową pomocą było dla nas finansowe wsparcie Caritas Archidiecezji Gdańskiej, która w sumie pokryła całość planowanych kosztów wiercenia. Choć to dopiero polowa projektu i kosztów z tym związanych ta decyzja dodała nam skrzydeł, bo sen o studni stawał się powoli realnym wydarzeniem i ogromna radością dla mieszkańców wioski.
Pierwsza ekipa zjechała nam tutaj w lipcu ubiegłego roku. Ależ to była radość!!! Ludzie z wioski gromadzili się wokół miejsca wiercenia i z radością i nadzieja komentowali każdy ruch pracowników. Niestety po dwóch dniach prace stanęły z powodu uszkodzenia wiertła. Zapowiadane problemy z powodu wulkanicznego podłoża dały się nam we znaki na głębokości 85 metrów. Nie było możliwości, by wiercić dalej i niestety właściciel firmy wycofał się z projektu a my zaczęliśmy szukać nowego kontrahenta. 
Po wielu staraniach, problemach i dniach nerwowego oczekiwania zjechała nam nowa firma i rozpoczęła prace wiertnicze zaczynając od zera, gdyż w pierwszym nawiercie na głębokości 85 metrów pozostały szczątki wiertła, których nie dało się usunąć a tym samym niemożliwe okazało się kontynuowanie wierceń. I znów ta sama dramatyczna historia, podłoże, na jakim znajduje się misja jest nie do przebicia z powodu, jakości skały. 
Po dwóch dniach otrzymałam telefon od nadzoru wiertniczego, ze firma wycofuje się, bo nie chce ryzykować uszkodzeniem maszyn wiertniczych. Poprosiłam tylko o sprawozdanie spisane przez fachowców z wytłumaczeniem gdzie jest problem i co należy w takiej sytuacji zrobić, stad przed wyjazdem otrzymałam dokument, w którym wytłumaczono nam, ze wulkaniczne podłoże charakteryzuje się tym, ze woda, która potrzebna jest do wypchania pod ciśnieniem kruszcu z wiercenia nie zatrzymuje się na poziomie wierceń tylko natychmiast absorbowana jest w głąb podłoża i w ten sposób uniemożliwia dalsze wiercenie. 
Dodatkowo w tym rodzaju skały wulkanicznej spotykamy podziemne kanały, które pochłaniają hektolitry wody. Cala wioska była tak zdeterminowana i pełna nadziei, ze na dwa dni zamknięto w Laare dostęp do wody, by wszystkie jej zapasy skierować do studni, jednak po wielu godzinach wlewania jej w kanał wiertniczy pozostawaliśmy zawsze w punkcie wyjścia, czyli bez kropli wody, która umożliwiłaby nam usunięcia skruszonej skały z dna kanału. 
Dodatkowo bez wody skruszona skala na moment po wyjęciu wiertła zasypuje wywiercony kanał i uniemożliwia wstawienie zabezpieczeń, stad prace posuwają się ogromnie wolno. Kolejna firma wyjechała po dwóch dniach a my zostaliśmy z problemem. Dyrektor firmy, z która podpisaliśmy kontrakt i geodeta tejże firmy nie tracą nadziei i podtrzymują nas na duchu, szukają rozwiązania i chcą dokończyć rozpoczęty projekt. 
Wiara i nadzieja ludzi z wioski, dla których ta studnia jest szansa na lepsze życie dodają sił również mi i sprawiają, ze ciągle ufam, ze nam się uda. W chwili obecnej poszukujemy maszyn, które w tym samym momencie są w stanie wiercić i zabezpieczać kanał wiercenia. Prawdopodobnie trzeba będzie sprowadzić ten sprzęt z Tanzanii. Z tego powodu tez wzrastają planowane koszty wiercenia i wszelkie kosztorysy i projekty są już nieaktualne. 
Początkowo zaplanowany koszt wiercenia nie przekraczał 20 tys. euro w chwili obecnej po wstępnych rozmowach z firma wiemy, ze na pewno wzrośnie o jakieś 5000 euro. Dla nas są to niewyobrażalnie duże pieniądze. 
Całość wiercenia pokryta została przez ludzi dobrej woli, którzy wsparli projekt poprzez Caritas Gdańsk w obecnej jednak chwili szukam środków na dokończenie projektu. Kochani zwracam się z prośba do was, do wszystkich darczyńców i dobrodziejów naszej misji, którzy towarzysza nam już od lat wspierając wszystkie nasze projekty i plany w Laare. Proszę o pomoc w dokończeniu wiercenia studni, każda kwota nawet najmniejsza jest tu bardzo cennym darem. Potrzebujemy 5000 euro by cieszyć się woda dająca życie. 
Potrzebujemy wsparcia finansowego i wsparcia modlitwa, by realizacja tego projektu pomimo cierpienia i trudności zakończyła się sukcesem. Pieniądze na ten cel będziemy zbierać poprzez wspierające nas fundacje. Diakonia misyjna, gdzie projekt studni już istnieje i Fundacje czyńmy dobro. W obecnej sytuacji jest to najbardziej nagląca i konieczna inwestycja w misji. Dlatego raz jeszcze proszę o wsparcie i z góry dziękuje za okazane zrozumienie i pomoc. 
Ufam, ze się uda, ufam, ze w Laare będziemy mieli dostęp do świeżej czystej wody i ze nie zabraknie jej już nigdy nikomu. Raz jeszcze dziękuje i pozostaje z darem modlitwy i wdzięcznością wobec każdego, komu nie jest obojętny los najuboższych z ubogich.

S.M. Alicja Kaszczuk

Wpłat na ten cel można dokonywać na nasze konto:

94 1560 1111 2107 0220 1803 0007 Stowarzyszenie "Diakonia Ruchu Światło-Życie" ul. Blachnickiego 2              34-450 Krościenko 
z dopiskiem: "Na cele statutowe - STUDNIA DLA LAARE"
Przekazaną kwotę mogę Państwo odliczyć od podatku jako darowiznę
 


środa, 13 lutego 2013

Wielkopostna jałmużna dla Pakistanu



Yaqoob Sadiq
Jak długo będzie trwać zbiórka?
Przez cały Wielki Post 2013 (13 II - 27 III)

Na co zbieramy?
Na zakup 30 kur dla Joy Foundation z Pakistanu. Koszt jednej kury to 5 euro.

Czym jest Joy Foundation?
To fundacja prowadzona przez Yaqooba Sadiq, która zajmuje się pomocą najuboższej ludności katolickiej. W Pakistanie katolicy są dyskryminowani, toteż trafiają do nich zaledwie strzępy pomocy udzielanej przez istniejące tam organizacje charytatywne.

Jajka od kur, zakupionych ze środków
z poprzednich zbiórek. Joy Foundation
sprzedaje je na rynku lokalnym, pozyskując
środki na swoją działalność.
NUMER KONTA

94 1560 1111 2107 0220 1803 0007
Stowarzyszenie "Diakonia Ruchu Światło-Życie" 
ul. Blachnickiego 2              
34-450 Krościenko
z dopiskiem: "Na cele statutowe - JAŁMUŻNA"
(wpłaty można odliczyć od podatku jako darowiznę) 

KONTAKT

Sylwia Lisiecka 508235431
Jarek Deska 502025084



wtorek, 8 stycznia 2013

Co nowego w Roku 2013?

Drodzy Darczyńcy, Przyjaciele i Goście!

Wkraczamy w piąty rok istnienia programu adopcji na odległość dzieci z Kenii oraz licznych dzieł towarzyszących. Chcielibyśmy przede wszystkim wyrazić wdzięczność tym wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wsparli nasze akcje - finansowo, modlitewnie, udzielając rady, czy po prostu poprzez dobre słowo i życzliwość. Szczególnie gorąco dziękujemy tym Osobom, które sytuacja życiowa zmusiła do przerwania - nieraz kilkuletniej - adopcji. Kochani, dziękujemy za wielkie serce, które okazaliście dzieląc się z tymi, którzy mają mniej od Was! Cieszymy się z wielu nowych osób, które w roku 2012 dołączyły do grona Darczyńców.

Z radością informujemy, że w czasie adwentowo - świątecznej akcji Shopka 2012 udało się uzbierać 1,605 zł (stan na 06.01.2013). Suma zostanie przeznaczona na budowę obory w Laare, w której zamieszkają m.in. zwierzęta zakupione dzięki zeszłorocznej Shopce.

W Nowym Roku chcielibyśmy rozpocząć nowy projekt - "Zostań przyjacielem szkoły St. Anthony". Szkoła ta powstała z inicjatywy ks. Francisa w małej wiosce z dala od udogodnień cywilizacyjnych. Nie posiada niemal żadnego wyposażenia, ani pomocy dydaktycznych, a mimo to jej uczniowie osiągają zaskakująco dobre wyniki.  Sugerowaną miesięczną kwotą, która wspierałaby szkołę st. Antony, jest 10 euro, jednak możliwe jest również zadeklarowanie innej - mniejszej lub większej - kwoty miesięcznej. Po szczegółowe informacje zapraszamy tutaj.


Chcielibyśmy również poinformować, że zarówno ośrodek w Meru jak i misja w Laare zaczęły korzystać z rachunku walutowego w euro. Postanowiliśmy więc zmienić obecny system wpłat z 30 dolarów miesięcznie na 25 euro miesięcznie. O szczegółach prosimy czytać w zakładce "Na czym polega adopcja".

Życzymy błogosławionego Nowego Roku!!!
Sylwia, Ania, Jarek, Ewelina i Kasia

niedziela, 16 grudnia 2012

"Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami"

Bóg
 przychodzi, 
by nasze kruche „jestem” 
wzmocnić siłą swojego istnienia, 
by dodać blasku i ciepła naszemu 
życiu.


 Niech nadchodzące święta Bożego Narodzenia będą pełne pokoju i radości, by towarzyszył im nastrój wzajemnego zrozumienia, przebaczenia i miłości płynący z Tajemnic Betlejemskiego Żłóbka.

Niech przyjście Chrystusa na świat będzie dla każdego z Was Jego wejściem w Wasze życie i w Waszą codzienność, niech Boża Dziecina znajdzie miejsce w Waszych sercach!

Niech miłość jaką Bóg nam okazał, dając swego Syna, pomaga Wam stawać się prawdziwymi chrześcijanami.
Błogosławionych świąt w rodzinnej atmosferze życzy
zespół koordynujący: Jarek, Sylwia, Kasia, Ania i Ewelina.


 

sobota, 8 grudnia 2012

Mikołajki

Dzięki wspaniałym Mikołajom, 6 grudnia na naszym koncie pojawiły się pierwsze pieniądze (120zł) dla SHOPKI.  Zapraszamy kolejnych Mikołajów do wspierania tej akcji, która potrwa do Bożego Narodzenia. Mamy nadzieję, że dzięki Państwa pomocy uda nam się wybudować nową oborę w Laare.
Szczegóły dotyczące SHOPKI we wcześniejszym poście, a prezentację można obejrzeć TUTAJ

A teraz jeszcze o Mikołajkach w Laare słowami Moniki i Klaudii:
Dziś Mikołajki – w Polsce dzień wyjątkowy, tutaj zwyczajny. Nasze dzieci nie słyszały o Mikołaju, obca jest im cała świąteczna otoczka – w postaci Mikołaja rozdającego prezenty, choinek w sklepach i na ulicach, nie wspominając już o śniegu, którego nawet nie potrafią sobie wyobrazić. W Europie dzieci marzą o kolejnej, najlepiej markowej zabawce, wyjściu do kina na najnowszy film o losach ich ulubionych bohaterów i stercie słodyczy. W Laare dzieci mają zupełnie inne marzenia. Ostatnio poprosiliśmy je o narysowanie tego co chciałyby otrzymać na Święta. Większość narysowała koszulki, spodnie, sukienki, majtki, kalosze. Tylko na kilku obrazkach można było obok ubrań dostrzec samochód, helikopter czy piłkę. Ich marzenia są takie proste, a jednak dla wielu nadal pozostają tylko w sferze pragnień. Większość z nich nigdy nie miała własnej zabawki, dopiero tutaj w misji doświadczają wiec co to znaczy zabawa prawdziwą pilką czy samochodem. Mikołajki upływają spokojnie, ale wiemy, że w Święta Bożego Narodzenia ich własny Mikołaj czyli s.Alicja z pomocą wszystkich wspierających misję spełni ich małe wielkie marzenia.