środa, 21 marca 2012

22 marca - Światowy Dzień Wody

Ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych, rezolucją z dnia 22 grudnia 1992r., Word Water Day ma na celu uświadomienie ludziom, że ponad miliard ludzi na świecie cierpi z powodu braku dostępu do czystej wody pitnej. 
Są takie regiony na świecie, gdzie takiego dostępu nie ma nawet do jakiegokolwiek cieku wodnego, gdzie można by przynajmniej zwilżyć usta.
Dla nas, mieszkańców środkowej Europy, czymś naturalnym i oczywistym jest dostęp do wody. Wystarczy przecież odkręcić kran, pójść do sklepu i kupić butelkę wody. Tragedią staje się awaria sieci wodociągowej i odcięcie wody na kilka godzin. Niemożność zrobienia sobie kawy, wzięcia gorącej kąpieli porównujemy wtedy do cofnięcia się w czasie do epoki kamienia łupanego. 

poniedziałek, 27 lutego 2012

Jedno spotkanie z Bożą Opatrznością może zmienić całe życie...


Dzięki Adopcji na odległość kolejne dzieci rozpoczeły w tym roku nowy rok szkolny...dziękujemy!

piątek, 24 lutego 2012

Witamy w zespole

Program nam się rozrasta, pracy przybywa, dlatego gorąco witamy w zespole nową koordynator Ewelinę. Mamy nadzieję, że Ewelina szybko się wdroży, a uśmiechy naszych dzieciaków będą dodawały jej sił do pracy :)
A oto, co Ewelina pisze o sobie:

Pochodzę spod Warszawy z małej wsi Stanisławów. Interesuję się i studiuję chemię na Uniwersytecie Warszawskim na 4 roku. Mam siedmioro młodszego  rodzeństwa:) Od 8 lat należę do Ruchu Światło-Życie. Należę także do Diakonii Misyjnej. Jestem bardzo wrażliwą na drugiego człowieka osobą, sama doświadczyłam wielu trudności w życiu, dlatego pragnę włączyć się w dzieło Adopcji na odległość. Uwielbiam także język rosyjski i w przyszłości chciałabym wyjechać na misje na wschód.

piątek, 10 lutego 2012

Za każdego robaka - lizak. Umowa stoi!

Jak pisze s.Alicja "Dzieciaki czeka teraz dosyć nieprzyjemna i bolesna kuracja. Po lekach robaki giną, ale trzeba je wyjąć, by nie doszło do zakażenia. Tym maluchom nawet mycie sprawia ogromny ból, wiec płaczą na samą myśl o zabiegu. Dziś dobiłam targu z Kibakim, nosi imię po prezydencie Kenii, dzielny chłopak. Po wielu negocjacjach podpisaliśmy umowę: za każdego usuniętego robaka będzie lizak :) Obie strony w pełni zadowolone. Kibaki je pierwszego lizaka a ja biegnę na bazar dokupić słodyczy.

Na pierwszej wizycie w miejscowym dyspensarium doktor odpowiedzialny za program dożywiania w wiosce stwierdził, że od 20 lat nie widział takiego przypadku i to ostatnia chwila na uratowanie ich życia. Po przebadaniu w karcie wszystkich dzieci zamieszczono notkę: stan krytyczny. A nam dano karton jedzenia specjalnie przygotowanego dla dzieci niedożywionych. Są to takie specjalne saszetki z wysokokaloryczną papką, którą mamy dodawać do posiłków. 

poniedziałek, 6 lutego 2012

Jezus może przyjść także w niedzielę...


Czasami bywa tak, że pochylając się każdego dnia nad nędzą i biedą drugiego człowieka zaczynamy traktować to nie jako posługę ale jako pracę. Dziś miałyśmy małą lekcję na ten temat i myślę, że nauka nie pójdzie w las. 

W niedzielę nie pracujemy, w niedzielę mamy czas na odpoczynek i relaks, w niedzielę idziemy rano  na Mszę świętą, która trwa do południa, a później wspólny obiad i chwila odpoczynku, bo po południu idziemy na adorację do kościoła. Niewiele tego czasu wolnego, wiec każdy stara się wykorzystać go jak najlepiej :)

Dziś jednak spotkało nas coś niesamowitego, siedząc jeszcze przy stole po obiedzie zauważyłyśmy, że ktoś dobija się do furtki. Któraś z sióstr westchnęła tylko, no nie! W niedzielę... wstając powiedziałam siostrom, by nie zapominały, że w niedzielę też są misjonarkami miłosierdzia i trzeba podejść i wysłuchać kogoś, kto stoi i puka.

piątek, 3 lutego 2012

Listy do dzieci

Przedwczoraj wysłałem do wszystkich rodziców adopcyjnych informację o możliwości napisania listu do swojego kenijskiego dziecka. Mam nadzieję, że maile dotarły do wszystkich, a jeśli nie to proszę odezwać się do nas, a ja jeszcze raz prześlę tę wiadomość.
Szczegóły techniczne dotyczące pisania do swoich podopiecznych zawarłem w mailu, dlatego nie chcę się powtarzać. Myślę jednak, że mogę podzielić się z Państwem moimi spostrzeżeniami z tego, jak wręczałem dzieciom listy podczas wakacyjnego pobytu w Kenii.
Na początku muszę po raz kolejny podkreślić, że między środkową Europą, a środkowo-wschodnią Afryką istnieje tak głęboka przepaść, że to co dla nas jest oczywiste, dla tamtejszych dzieci jest zupełną abstrakcją i odwrotnie.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

BUCIKOWE

To co w Europie jest normą, czy standardem, w Afryce wcale rzeczą oczywistą już nie musi być, i zazwyczaj nie jest. Kiedy biały (mzungu) styka się z kulturą czarnego lądu, pierwsze słowa, które wypowiada, to zazwyczaj „jak to?”, „dlaczego?”. Obserwując Misjonarzy pracujących w Kenii, nauczyłem się, że nie warto zadawać już tych pytań, tylko czas na konkretne działania…

Myślę, że każdy jest w stanie przypomnieć sobie beztroskie chwile, kiedy biegał boso po łące, po plaży… I nawet jeśli czasem zdarzyło się jakieś zranienie, to kto by dziś o tym pamiętał. 

W Kenii większość dzieci chodzi na boso, rodziców  nie stać na buty, jeśli komuś się chce, to robi „buty” ze zużytej opony samochodowej. To niesamowite, ale dzieci nie ranią sobie stóp o kamienie, szkła, czy jakieś wystające kolce. Ich problemem jest mały robak żyjący w ziemi, którego lokalna nazwa to JIGGERS.